Świadectwa
Świadectwa przesłane przez Duchowych Rodziców:
Jeśli masz odwagę i chęć by podzielić się swoimi przeżyciami, refleksjami
dotyczącymi Duchowej Adopcji, napisz i prześlij do nas swoje świadectwo! Budujmy się wzajemnie!
Dorota:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
Jestem wdzięczna Bogu za to, że pozwolił mi na uczestnictwo w tej krucjacie – “40 dni dla życia”. Ja wiem, że nie ma przypadków, ale wszystko jest działaniem Bożym.
Wiele lat temu, gdy byłam bardzo młoda, zgodziłam się na zabicie swojego dziecka. Nie potrafiłam przeciwstawić się ogarniającemu mnie lękowi przed przyszłością i opinią rodziny. Cały czas wiedziałam, że to jest najgorszy czyn na świecie.
Przed zawarciem małżeństwa otrzymałam odpuszczenie tego grzechu, jednak ja cały czas o tym myślałam. Pan Bóg dawał mi wiele dowodów na to, że jestem przez Niego nadal kochana, m.in. taki, dla mnie najważniejszy, że urodziłam czworo wspaniałych dzieci, więc bardzo mi pobłogosławił.
Ja jednak cały czas myślałam, że niemożliwe jest, żeby Bóg kochał kogoś, kto popełnił takie zło.
Kilka lat temu w naszej parafii rekolekcje wielkopostne głosił o. Stanisław Jarosz. A muszę tu powiedzieć, że nie mogłam być na nich we wszystkie dni. Jednak w dniu, w którym byłam, o. Jarosz mówił na temat duchowej adopcji dziecka poczętego i była modlitwa rozpoczynająca podjęcie takiej adopcji. Uważałam, że to jest taki znak od Boga, że Bóg ze mnie nie rezygnuje i że nadal mogę Mu służyć. Oczywiście podjęliśmy z mężem tę modlitwę i nadal to robimy, modląc się na różańcu.
Odtąd też zaczęłam dziękować Bogu za wszystkie swoje (pięcioro) dzieci i przepraszać Go, że zawiodłam Jego zaufanie.
Teraz, gdy dowiedziałam się o Krucjacie 40 godzin ucieszyłam się, że znowu mogę coś dla Boga zrobić i że On mnie nie odrzuca. Bo ciągle jednak tkwi we mnie taka myśl, że Bóg nie może kochać tak wyjątkowo złej kobiety. Kiedy wysłałam swoje zgłoszenie modliłam się, żeby godzina, która zostanie mi wyznaczona nie wypadła w takim czasie, gdy nie będę mogła, ze względu na jakieś zajęcia, się modlić. I złożyło się idealnie. I to też uważałam za znak. W czasie tej godziny modliłam się w domu na różańcu, Koronką do Miłosierdzia Bożego, a także litanią do św. Józefa.
Ta godzina minęła bardzo szybko. Czułam podczas niej wielki spokój i coś, jak gdybym nie była podczas tej godziny sama. Jakbym nie tylko ja się wtedy modliła w tej intencji. Jeszcze chcę napisać, że otrzymana informacja o godzinie, w której mam się modlić sprawiła mi radość, że moja modlitwa też jest bardzo cenna i że wspólnie z innymi mogę uratować wiele istnień.
Zdecydowałam się przesłać to świadectwo, bo pragnęłabym pomóc chociaż jednej kobiecie, która była w takiej jak ja sytuacji i podobne myśli towarzyszyły jej przez całe lata.
przesłano: 3 marca 2012
Iza
Słyszałam już kiedyś o Duchowej Adopcji, ale zawsze to jakoś jednym uchem wpadało, a drugim wypadało… Wstyd się przyznać, wiem… W zeszłym roku, siostra mojej koleżanki była w bliźniaczej ciąży, na początku wszystko przebiegało bez komplikacji, zarówno mama jak i dzieci czuły się dobrze. Potem dowiedziałam się, że coś się wydarzyło i życie tych dzieci jest zagrożone. Obiecałam modlitwę w ich intencji, poprosiłam także moją przyjaciółkę, aby modliła się w intencji tych dzieci. Pan to sprawił i w lipcu tego roku urodziły się dwie zdrowe dziewczynki, cieszyłam się, ale nadal nie myślałam o podjęciu się Duchowej Adopcji. W sierpniu byłam na Pieszej Pielgrzymce do Częstochowy, podczas jednej Eucharystii Ksiądz mówił o możliwości podjęcia się Duchowej Adopcji. Poczułam w sercu, że chcę się tego podjąć, chcę się modlić za Poczęte Dziecko, ta decyzja zapadła bardzo szybko. Chociaż nie brakowało także wątpliwości – czy na pewno dam radę? Czy nie zapomnę o modlitwie w intencji Dziecka? Dzisiaj moje Dziecko ma 3 miesiące, bardzo się nim cieszę i nie żałuję tej decyzji. Nie boję się powiedzieć, że moje Duchowe Dziecko motywuje mnie do modlitwy… Bywa różnie, przychodzą dni, w których wcale nie mam ochoty się modlić, jest pokusa, aby zrezygnować z modlitwy, ale w tych chwilach przypominam sobie o moim Dziecku, Ono jest przy mnie i nawet wtedy, gdy nie chcę się modlić za siebie, to za moje Dziecko się pomodlę, bo Jemu przecież nie mogę odmówić modlitwy, Ono jest bezbronne, ale jest też chronione moją modlitwą i nie zapomnę o tym… Tak więc Duchowa Adopcja nieraz już, choć trzy miesiące to wcale niedługo, dawała mi siłę, aby trwać przy Panu, wtedy, kiedy, myślałam, że tej siły już kompletnie nie mam… To Dziecko jest takim “sznurkiem”, który trzyma mnie przy Panu w trudnych chwilach, który daje mi poczucie, że jestem komuś potrzebna, że ta moja najmarniejsza modlitwa chroni ludzkie życie. Chwała Panu!
przesłano 6 listopada 2011
……………………………………………………………………………………………………………
Kasia
Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego podejmowałam już wielokrotnie. Kiedy byłam młodsza, Mama modliła się wraz ze mną i moją siostrą, teraz przeważnie modlę się sama w ramach tego dzieła. A jest ono na pewno ważne
i warto się tego podjąć. Czy jednak w moim przypadku zawsze z tym zobowiązaniem było kolorowo i pięknie? Odpowiedź brzmi – nie. Bywały takie dni, w których tej modlitwy zabrakło, bywało też chyba tak, że nie wyglądała ona najlepiej, że tak powiem – nie szło dobrze. I pewnego razu padła decyzja – następnym razem nie podpiszę Duchowej Adopcji. Zrobię sobie przerwę. Można by przecież pomyśleć w takiej sytuacji – po co się podjąć takiej sprawy i ją zaniedbywać, po co przyrzec i to właśnie przyrzeczenie zaniedbać? Co się jednak okazało? Sprawa zakończyła się inaczej, niż wskazywało na to moje postanowienie. Otóż moja Mama uczestniczyła w Rekolekcjach Animatorów Dzieła Duchowej Adopcji i przywiozła stamtąd obrazki do rozdania na zakończenie tego dzieła poszczególnym osobom, które się go podjęły. Na nich było zdjęcie malutkiego dziecka i napis “Żyję dzięki duchowej adopcji”. I to właśnie, taki nieduży obrazek wpłynął na to, że ostatecznie podjęłam po raz kolejny tę modlitwę. A jakże wiele może ona dać, jak bardzo ważny może być ten nasz wysiłek, jaką wspaniałą rzeczą jest uratować niewinnego, bezbronnego człowieka! Dodam jeszcze, że jako moją patronkę z bierzmowania wybrałam św. Joannę Berettę Mollę – lekarkę, która chciała w sytuacji zagrożenia ratować najpierw poczęte dziecko. Ono się urodziło, a św. Joanna zmarła pewien czas po porodzie. Ta osoba może być naszą orędowniczką, możemy przez jej wstawiennictwo prosić o siły do wypełnienia naszego przyrzeczenia. Nie bój się tego podjąć, nie bój się podjąć wysiłku w obronie życia ludzkiego – i pamiętaj
o takich słowach: “Kto ratuje jedno życie, jakby cały świat ratował.”
przesłano 6 listopada 2011
…………………………………………………………………………………………………………….
“taka tam…”
Nigdy nie czułam instynktu macierzyńskiego – nie jestem matka, chociaż moje koleżanki mają już osiemnastoletnie dzieci. Nigdy też nie modliłam się za dzieci poczęte lub zagrożone aborcją. Przełom nastąpił, kiedy moja siostra oznajmiła mi, iż ze swoim mężem spodziewają się dziecka. Pamiętam, że wtedy oprócz radości, poczułam palącą wręcz potrzebę modlitwy za to nienarodzone dziecko. Niestety po trzech miesiącach Pan Bóg postanowił inaczej. Z niewyjaśnionych medycznie przyczyn płód obumarł i siostra musiała poddać się zabiegowi. Byliśmy wszyscy w głębokim bólu i szoku. Temat modlitwy za dzieci, który mnie było dane urodzić się, tkwił we mnie przez następne miesiące. W momencie, kiedy w mojej parafii odbyła się uroczysta adopcja dziecka poczętego zagrożonego aborcją, bez żadnego wahania, czy dam radę codziennie modlić się za dziecko przystąpiłam do tego dzieła . Mój duchowo adoptowany dzidziuś ma już osiem miesięcy i za chwilę skończy się moja opieka nad nim. Kilka tygodni temu w czasie modlitwy rozmyślając nad końcem adopcji postanowiłam, że od następnego dnia zaczynam się modlić za wszystkie dzieci poczęte. Przecież każde dziecko ma prawo do życia, bez względu na to czy jego biologiczni rodzice chcą go pozbawić życia, czy też nie. Dziękuję Panu Bogu, że w ten sposób wypełniło się moje macierzyństwo. Modlitwa sprawia, że często czuję to dzieciątko w sobie… i wtedy się wzruszam. Zachęcam wszystkich aby pamiętali o tych właśnie nienarodzonych. My żyjemy, poruszamy się, widzimy, kochamy. Niech i one – te maleństwa – mają możność do życia, które sam Bóg im przeznaczył!
przesłano 4 listopada 2011
…………………………………………………………………………………………………………….

Ja sama tego nie doświadczyłam ale od przyjaciól słyszałam takie świadectwa związane z adopcją dziecka poczętego. Maria przez dziewięc m-cy odmawiała cały różaniec, (chociaż potrzeba było tylko jedną tajemnicę za jedno dziecko) W krótkim czasie miała piękny sen: przyśniło sie jej pięcioro ślicznych małych dzieci. Po zastanowieniu sie uznała, że to Pan pokazał jej te uratowane dzieciątka. Wiele lat później jeszcze ktoś opowiedział mi o podobnym doświadczeniu. Jeszcze bardzo ważna informacja dla kobiet (i mężczyzn współwinnych) winnych aborcji :adopcja duchowa dziecka poczętego jest jedynym lekarstwem na ranę duszy, daje pokój w sercu, które jest ciężko chore i nic innego go nie uleczy.
łukasz z herb koło częstochowy
dla mnie ten czas to był swoistym
wczuciem sie w to co dzieci które umierają wczuć to co one czuły jak sie je zabija
to okrutne ale ten czas modlitwy za nie dal mi dużo do myślenia i naprawde wieli zaszczyt dla mnie że mogłem w tym uczestniczyć modlitewnie
pozdrawiam z PANEM BOGIEM
wczoraj przezylem swoja godzine modlitwy, akurat tak się złożyło że było wystawienie Najświętszego Sakramentu, odmówiłem kilka litań oraz dwie cząstki Różańca a potem uczestniczyłem w Eucharystii. Nie miałem jakichś specjalnych przeżyć duchowych podczas tej modlitwy w jednym tylko momencie miałem obraz (tyle że nie wiem czy to moja wyobraźnia czy faktycznie obraz od Pana) przedstawiający kobietę na wpół spaloną, tak jakby część jej ciała była zanurzona w lawie wulkanicznej, wyciągała ona ręce do góry w geście aby ktoś jej pomógł, podałem jej rękę ale nie byłem w stanie jej stamtąd wydostać, w tym momencie wymówiłem Imie Maryji i pojawiła się ona po z drugiej strony owej kobiety i również podała jej rękę, miałem wrażenie że udało się ją uratować choć obraz zakończył się w tym momencie. AMEN +
modlę się codziennie dziesiątką różańca za dzieci zagrożone morderstwem przez własnych rodziców, gdy o tym myślę wstępuje we mnie ogromny gniew, nie do opisania…. oby Ci ludzie winni tych zabójstw i świadomi swojej premedytacji zawrócili z tej drogi zagłady wiecznej której kroczą.
JEZUS ŻYJE AMEN +
Moja godzina modlitwy mineła.Chciałam napisać bardzo krótko -nie pamiętam kiedy tak cieżko było mi się skupić na modlitwie , nie pamietam kiedy tak intensywnie przypominały mi się rzeczy , które mam załatwić i chociaż poszłam do kościoła i czuwałam przed Najświeszym Sakramentem wszystko rozpraszało moją uwagę .Wtedy przyszła bardzo ciekawa refleksja …..jak bardzo szatan walczy ze mną i nie chce zebym się modliła i jak WAŻNA jest taka inicjatywa jak ta.
Wytrwałam ale było cieżko a wydawało się , że to TYLKO jedna godzina
Pozdrawiam
Dziś gdzieś na świecie urodziło się moje pierwsze duchowe Dzieciątko!:) Mam ogromną radość w sercu z tego powodu
Cieszę się bardzo, że sam Pan wspierał mnie nieustannie w ciągu tych 9 miesięcy, dodawał sił i sprawił, że wytrwałam
chwała Panu Bogu, że przyjmował każdą modlitwę nie tylko tę spokojną i pełną ufności, ale także tę pełną niepokoju, czasem zwątpień… Dzięki mojemu Dziecku nie odeszłam od Pana, kiedy wszystko się sypało, kiedy wcale nie miałam ochoty się modlić, jednak myśl o Dziecku, które potrzebuje mojej modlitwy nie pozwoliła mi odejść, więc trwałam… A dziś po 9 miesiącach czuję ogromną radość:) Chwała Panu!