Archiwum dla Grudzień, 2011

Poczytać o niej można w Piśmie Świętym, więc po co o niej pisać? Ano właśnie po to, by zasiać to ziarno zainteresowania, by po to Pismo Święte wreszcie sięgnąć i poczytać właśnie o Rodzinie Świętej. Ale nie o tej którą nosimy w naszych głowach jako obraz rodziny niczym z obrazka – złożone rączki, uśmiechy na twarzach i subtelne spojrzenia. To jest nasze złudne wyobrażenie. Święta Rodzina swoją świętość zawdzięcza pokorze i walce o wypełnianie Woli Bożej. Święty Józef – nie przestraszył się, nie oddalił Maryi, ale zaopiekował się nią i Jezusem, co więcej walczył o Jego życie, gdy uciekali z Betlejem, nie pozwolił by stała się krzywda dziecięciu ani Jego Matce, nauczył Syna wszystkiego co potrafił. A Maryja? Matka, która czuwa tuż obok swojego Dziecka, jest na wyciągnięcie ręki, ale zawsze w cieniu, prowadzi Syna, jednocześnie pozwalając się prowadzić. Święci Rodzice – tak mocno zapatrzeni w Słowo i Wolę Boga Ojca, że przeszli przez wichry życia, by stać się naszymi orędownikami.

Święta Rodzina dziś? Moja? Ja nie mam świętej rodziny, może wcale nie mam rodziny… każdy żyje dla siebie, nikt nikogo nie zauważa, czasem myślę, że lepiej by było gdybym się w ogóle nie urodził… Czy moja rodzina może być święta? Nie, to jakiś żart. Oczywiście, że nie!

Oczywiście, że tak… czasem, by ukazać rodzinie Boga potrzeba byś wyrzekł słowo wiary, byś ukazał najbliższym swoje świadectwo. To nie jest proste. Ale walczysz o ich życie wieczne, o ich nawrócenie… Całe Niebo będzie towarzyszyć Ci w tej walce, a nawet jeśli serca Twoich najbliższych pozostaną zatwardziałe, nie wiesz nigdy czy właśnie Twoje słowa nie sprawią że Pan Bóg kiedyś do nich dotrze…

Świętej Rodzinie nie było łatwo. Naszym rodzinom również łatwo nie jest. Oni mieli Boga i my mamy Boga jako naszego największego wspomożyciela w walce o świętość. Józef i Maryja walczyli z przeciwnościami, walczył i sam Pan Jezus… Czy Ty, jako rodzic, jako dziecko walczysz o Pana Boga w swojej wspólnocie rodzinnej?

Nie bójcie się prosić św. Józefa, Najświętszej Dziewicy Maryi i samego Pana Jezusa, by uczyli Was stawania się Rodziną…

W końcu, trzeba uczyć się od najlepszych…

28 grudnia – Święto Świętych Młodzianków, Męczenników

Święci Młodziankowie… Święte Dzieci, które choć nie znały Chrystusa, zginęły za Chrystusa. Nie ochrzczone z wody a jednak chrzest przyjęły. Chrzest Krwi. Mali Męczennicy – Wielcy Orędownicy… tam w Niebie. Za kim orędują? Myślę, że za tymi maleństwami, którym nawet nie było dane światła słonecznego zobaczyć i za ich starszymi kolegami i koleżankami… i za ich oprawcami… rodzicami, lekarzami… o Miłosierdzie Boże dla nich.

Święci Młodziankowie nie mają żalu ani do Heroda ani do oprawców. Radują się Niebem… pewnie są tam ze swoimi rodzicami, rodzeństwem, bliskimi… A może wyprosili Łaskę nawrócenia dla któregoś ze swoich oprawców?
Święci Młodziankowie… Módlcie się też i za nami, byśmy umieli życie przyjmować i szanować je jako Dar… Boży Dar od poczęcia aż po naturalną śmierć…
Mali Męczennicy… Święci Orędownicy…

Przybądź do Betlejem!

Posted: 23/12/2011 in ważne
Tagi:

Nie bój się. Przeproś pasterzy i królów, przeciśnij się bliżej żłóbka. Podejdź by zobaczyć Dziecię, spójrz na Jego radosną twarz, na małe rączki, te same które kiedyś zjednoczą się z Drzewem Odkupienia… Podejdź do Maryi, zapytaj jak się czuje, czy czegoś Jej potrzeba… Nie bój się zanieść Jej całego siebie, Matka Boża mimo zmęczenia znajdzie czas i dla Ciebie… Usiądź z Józefem i porozmawiaj. W tej Rodzinie jest miejsce dla Ciebie. Przynieś wszystko co masz. Oddaj wszystko co masz.  I raduj się narodzeniem Pana z pokorą, ufnością i posłuszeństwem jakie ukazują Tobie Święci Rodzice.

Nie bój się zaopiekować maleńkim Jezusem. Niech Maryja i Józef odpoczną. Ilekroć pragniesz znaleźć się bliżej Prawdy Świąt Bożego Narodzenia, tylekroć wchodź do betlejemskiego żłóbka…:)

A gdyby Pan Bóg się nie narodził? Nie zszedł do nas, do swojego marnego ludu? Nie narodził się ani w stajence, ani na królewskim dworze? Nie wypełnił zapowiedzi wielu proroków? Nie skończył starego Testamentu wraz ze swoim przyjściem i nie rozpoczął nowej Ery nie tylko w kalendarzu? Nie pozostawił po Sobie uzdrowionych, nie uwolnił opętanych, nie zabrał rybaków, którzy umiejąc patrzeć pod powierzchnię wody najlepiej nadawali się do nauki patrzenia sercem, nie zebrał wszystkich Apostołów, nie powywracał stołów bankierów, ani nie wjechał z bólem serca wśród wiwatujących i wołających na Jego cześć Hosanna? Nie umył uczniom stóp, nie spożył z nimi Wieczerzy, nie przekazał im jak i dlaczego mają łamać chleb i pić wino… Nie oddałby się woli Ojca i nie pozwolił by odebrano Mu godność, by obdarto Go ze wszystkiego co posiadał, nie oddałby życia na Krzyżu, nie wypowiedział siedmiu słów które otworzyły wszystkim śmiertelnikom drzwi do życia w niebiańskiej wieczności…  Co by się stało gdyby nie wygrał tej walki z szatanem? Co by było gdyby Pan Bóg się nie narodził?….

Rok 2011. Mała miejscowość w sercu Polski. W każdym domu spożyto już Wieczerze Wigilijną, było dwanaście potraw, elegancko ubrana rodzina, tradycyjny opłatek, obowiązkowo prezenty… szkoda że to wszystko obkupione kilkutygodniowymi przygotowaniami… sezon otwarty wraz ze zdjęciem zniczy, szybko postawione kolorowe, sztuczne drzewka gdziekolwiek się nie spojrzy… rodzinne zmagania z zakupami, znalezieniem miejsca na parkingu przed sklepem, szorowanie mieszkania, jakby cały rok wszyscy nic nie robili, do tego ciągłe kłótnie i spory, bo wszyscy coraz bardziej poddenerwowani, jeszcze gazeta z programem, by obejrzeć znany na pamięć film o przygodach świątecznych, resztkami sił upieczony piąty makowiec, którego nikt nie zechce już zjeść, zaopatrzenie w kilka „łyków” procentów, no bo rodzina się zejdzie na drugi dzień…w odtwarzaczu lecą zagraniczne piosenki o śniegu i ostatnich świętach, które były… w sumie takie same. Bo nic się nie zmieniło. Prezenty też nawet w tym samym tonie poszukiwane.
Ale wszystko się udało. Teraz tylko tradycyjna Pasterka i jutro wszyscy oddadzą się błogiemu lenistwu. Bo przecież tyle zachodu z tymi świętami, więc teraz w spełnieniu siebie można wreszcie świętować… No ale żeby nie było… dzieci wypchnięto do spowiedzi, mama przed świętami jeszcze kazała tematy w zeszycie do religii podkreślić, bo przecież zaraz Ksiądz po kolędzie będzie chodził… sama do spowiedzi nie bardzo chciała iść, o mężu to już nie wspominając, ale dzieciaki tak patrzyły że one nie pójdą jak rodzice nie pójdą i w końcu dali się przekonać, przypominając sobie na szybko formułkę spowiedzi po drodze i złorzecząc w kilometrowej kolejce do konfesjonału… ale zaliczona, więc wreszcie nikt nie będzie patrzył… byłem, byłem, więc z daleka ode mnie do przyszłego roku… wrócił i najstarszy syn do domu. Student. Duma rodziny. O spowiedzi zapomniał, ale cała rodzina szła do Komunii w czasie Pasterki to i on poszedł… bo jak by to wyglądało…

W tym roku Pan Jezus przychodzi na świat. Teraz i tu. Nie żeby go potępić ale aby go zbawić. Małe dzieciątko, niejedna mama powiedziałaby takie słodziutkie maleństwo, z takimi rączkami wyciągniętymi, słodko się uśmiechające… Bóg nie narodził się po to by leżeć jako plastikowa lalka na każdej wystawie sklepowej, nie potrzebuje choinki, ani iluminacji wokół domu… Bóg który schodzi na ziemię by stać się człowiekiem wpada w złości do naszych świątyń domów i wywraca nasze stoły i ozdoby… bo w Świątyni Rodziny są tylko kupcy i oszuści…
By przyjąć Chrystusa pod swój dach serca, by zrobić Mu choć marny żłóbek wśród zakrętów naszego serca nie wystarczy je udekorować… bo śmietnik nadal nim będzie, a dodatkowe odświeżacze powietrza tylko pogorszą smród…. Pan Bóg nie mówi byśmy nie świętowali… Przeciwnie – pragnie byśmy trwali w JEGO RADOŚCI, ale po pierwsze Nie będziesz miał Bogów cudzych obok Mnie… a jeśli już od Narodzin Pana Jego miejsce jest za stertą prezentów, to nigdy nie pozwolimy by było bliżej, a co dopiero na pierwszym miejscu… czy to znaczy że trzeba być ubogim? Nie. Pan błogosławi. To co jest prawdziwe, uczciwe, godne i czyste. To, co mówi Panu Bogu tak. Wszystko inne od złego pochodzi… warto się zastanowić, co zewnętrznie przeżyte w te Święta mówi małemu Bogu „tak”…
Idąc dalej… w roku liturgicznym życie Pana Jezusa szybko się posuwa… za kilka dni Ofiarowanie, potem już tylko kilka tygodni do czterdziestu dni spędzonych na pustyni… Mały Jezus który rodzi się w naszych sercach co roku, bardzo szybko musi w naszym życiu dorosnąć by stać się mężczyzną który z odwagą i mądrością godzi się iść na Krzyż… nie można mieć w sercu i Malutkiego Jezusa i Chrystusa Ukrzyżowanego zarazem, bo to Jest Jedna i ta sama Osoba… dlaczego to Przyjście w takim razie dzieje się w naszym życiu co rok? Bo Pan uniża się we Wspomnienie Swojego przyjścia i odejścia tak często jak bardzo potrzebują tego nasze serca… najprościej… w Sakramencie Pokuty i Pojednania… – człowiek oddając się Prawdzie pozwala by narodził się w nim samym Sam Bóg, i umarł stary, pełen grzechu człowiek… Jezus w stajence i Jezus na Krzyżu to Ten Sam Jezus.
Święta Bożego Narodzenia. Święta Narodzenia Zbawienia Świata. Początek, Który wypełnił zapowiedzi wielu proroków, który skończył stary Testament i wraz ze swoim przyjściem rozpoczął nową Erę i od tego czasu człowiek zaczął liczyć czas na nowo, bo wszystko stało się Nowe… Ten Który pozostawił po Sobie uzdrowionych, uwolnił opętanych, zabrał rybaków, którzy umiejąc patrzeć pod powierzchnię wody najlepiej nadawali się do nauki patrzenia sercem, zebrał wszystkich Apostołów, powywracał stoły bankierów, a potem w pełni świadomie wjechał z bólem serca wśród wiwatujących i wołających na Jego cześć Hosanna… umył uczniom stopy, spożył z nimi Wieczerze, przekazał im jak i dlaczego mają łamać chleb i pić wino… oddał się woli Ojca i pozwolił by odebrano Mu godność człowieka, by obdarto Go ze wszystkiego co posiadał, oddał życie na Krzyżu, wypowiedział siedem słów które otworzyły wszystkim śmiertelnikom drzwi do życia w niebiańskiej wieczności… Ten Który na Krzyżu gdzie nie istniał czas spotkał się z każdym, z każdym człowiekiem… Ten Który wygrał walkę z szatanem… Ten Sam Który na początku narodził się w lichej stajence…
Pan zaskakuje… Tak jak zaskoczył Maryję, która poczęła z Ducha… która zaufała wbrew zdrowemu rozsądkowi… Tak jak zaskoczył Świętego Józefa, który odważył się usłyszeć głos Boga… który również zaufał…
Nie bójmy się pozwolić by w naszym sercu narodził się Mały Jezus, Ten Sam który powywraca stoły w naszym życiu, Ten który nie pozostał niemowlęciem, bez umiejętności mówienia… nie takiego Boga przyjmujemy, który tylko słucha nas jako Dziecko… przyjmujemy do serca Boga który mówi konkretnie, dobitnie, który mówi że nie można służyć Jemu i mamonie… że trzeba wybrać… aż po Krzyż… bo od Narodzenia Pana niedaleko jest już w roku liturgicznym do Zmartwychwstania… w życiu człowieka niewiele jest czasu by wybrać…

A gdyby Bóg się nie narodził? – Jaka tragedia dotknęłaby świat…?
A jeśli Bóg po raz kolejny nie narodzi się w moim życiu? …

Pozwól mi żyć…

Posted: 10/12/2011 in muzyka, ważne
Tagi:

Do posłuchania,
do przemyślenia,
do zachwytu…