Świadectwa

Świadectwa przesłane przez Duchowych Rodziców:

Jeśli masz odwagę i chęć by podzielić się swoimi przeżyciami, refleksjami dotyczącymi Duchowej Adopcji, napisz i prześlij do nas swoje świadectwo! Budujmy się wzajemnie!

Beata:

Witam Chciałabym w paru zdaniach dać świadectwo (o ile można to tak w moim wydaniu nazwać) dotyczące Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Adopcję podjęłam 24.03.2012 roku i zakończyłam w Dzień Bożego Narodzenia. Myśl o podjęciu Duchowej Adopcji towarzyszyła mi kilka miesięcy wcześniej przed jej podjęciem. Po prostu czułam, że powinnam to zrobić. Nie miałam pojęcia dlaczego. Długo zwlekałam „z tym podjęciem się”. Bałam się. Towarzyszył mi ogromny lęk, że nie podołam. Nie za bardzo wiedziałam jak się za to zabrać lub nie chciałam wiedzieć- jest przecież internet, gdzie można o tym poczytać. Pewnego dnia, na uczelni trafiła w moje ręce – nazwijmy to ulotką – z formułą przyrzeczenia i codziennej modlitwy. Stwierdziłam potem, że to nie przypadek. Jednak nadal się bałam i miałam wątpliwości. Jednym słowem –  bałam się że jak zapomnę w jednym dniu modlitwy  lub z własnej woli się nie pomodlę –  lenistwo, obrażanie się na Pana Boga w moim życiu – to w ten sposób przyczynię się do śmierci dziecka. Głupie wiem. Ale wtedy tak myślałam. Z tymi wątpliwościami zwróciłam się do znajomego, który dzięki Bogu, rozwiał moje wątpliwości i powiedział, że to jest błędne myślenie, że każda modlitwa jest dobrem. To mnie umocniło. Dzisiaj po ukończeniu Duchowej Adopcji, wiem, że to dzięki działaniu Ducha Świętego podjęłam to „wyzwanie”. To On mnie prowadził w tym kierunku. Sytuacja z wyżej wspomnianą „ulotką” na uczelni była i jest dla mnie znakiem, że to nie było przypadkowe. Po prostu czuję, że to działanie Ducha Świętego. Wiem też, że te lęki i wątpliwości to były podszepty demona, który nie chciał, abym się podjęła tego dzieła. Jednak Bóg jest mocniejszy i nas prowadzi. Parę dni przed ukończeniem DADP, miałam poczucie i teraz pisząc te słowa też wiem, że w jakiś sposób, modlitwa odmieniła mnie. Czuję się lepszym człowiekiem. Nie raz odmawiałam tą modlitwę na przymus, byle jak,bywały często dni a wręcz codziennie kiedy myślałam, jaki to będę mieć spokój gdy zakończę adopcję. Ale chcę wierzyć, że Bóg to przyjął. Modlitwa ta była okazją, żebym choć ten jeden dziesiątek różańca w ciągu dnia wzięła do ręki i się pomodliła, gdy cały dzień był bez modlitwy. Czuję się lepiej, a nawet czegoś mi brakuje –  modlitwy za to dzieciątko. Nie jestem idealna, i od razu nie stałam się „święta” ale w jakiś sposób przyprowadziło mnie ono bliżej Boga. Kontaktu z Nim. Jeżeli masz pragnienie podjęcia DADP, a nosisz w sobie podobne lęki uwierz, że nie warto się nimi zadręczać, jest ktoś kto komu na tym, zależy żebyś się bał/a. Podejmij modlitwę, a zobaczysz że po dziewięciu miesiącach będziesz czuł jakiś pokój, radość, będziesz w pewnym sensie innym człowiekiem, lepszym. Maryja pragnie, abyśmy modlili się za te dzieci, możemy naprawdę je uratować, a spójrzcie –  napisałam w zasadzie o samych korzyściach dla nas! Czy to nie zadziwiające 🙂
Pozdrawiam wszystkich

przesłano: 26 grudnia 2012

Kasia:

6 grudnia zakończyłam swoją pierwszą duchową adopcje dziecka poczętego i mam wrażenie, ze po tych 9-ciu miesiącach to ja sama narodziłam się od nowa. Zaczynałam w czasie, kiedy regularna modlitwa nie była w moim planie dnia, dziesiątek różańca codziennie był dla mnie sporym wyzwaniem i już po kilku dniach od podjęcia duchowej adopcji ociekł mi jeden dzień, zapomniałam. Z przerażeniem od nowa czytałam wszystkie zasady i reguły – przecież przyrzekałam. Znalazłam ratunek dla siebie: w przypadku nieumyślnego opuszczenia, przedłożyć okres adopcji o kolejny dzień. Dzięki Bogu był to jedyny dzień. I chociaż przez te 9 miesięcy moja modlitwa nie była zbyt doskonalą to jednak wierze mocno, ze gdzieś urodziło się kochane przez rodziców dziecko i będzie ono dla nich największym skarbem, oczkiem w głowie, szczęściem, Bożym błogosławieństwem. W ciągu tych 9-ciu miesięcy odżyła we mnie głęboka wiara. Uczestniczyłam (po raz pierwszy w życiu) w Forum Charyzmatycznym, po którym regularnie uczęszczam na spotkania modlitewne odnowy w Duchu Świętym. Uczestniczę w Duchowej Adopcji Kaplanów. Zostałam uwolniona z nałogu. Zaczynałam od dziesiątka różańca – w tej chwili mam tyle stałych intencji, ze odmawiam codziennie cały różaniec i dokładam jeszcze Koronkę do Miłosierdzia Bożego ponieważ już brakuje mi 10-tkow w różańcu.
W związku z akcja „Adwent – radosny czas oczekiwania na każde dziecko” – codziennie, a właściwie co noc jestem w kaplicy adoracyjnej i tam modle się przed Najświętszym Sakramentem. Jutro 8 grudnia podczas „godziny miłosierdzia” pragnę podjąć się kolejnej Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Chwała Panu, za wszystko, co dla mnie zrobił i za to, ze ciągle we mnie wierzy i daje mi kolejne szanse.

przesłano: 7 grudnia 2012

Dorota: 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Jestem wdzięczna Bogu za to, że pozwolił mi na uczestnictwo w tej krucjacie – „40 dni dla życia”. Ja wiem, że nie ma przypadków, ale wszystko jest działaniem Bożym. Wiele lat temu, gdy byłam bardzo młoda, zgodziłam się na zabicie swojego dziecka. Nie potrafiłam przeciwstawić się ogarniającemu mnie lękowi przed przyszłością i opinią rodziny. Cały czas wiedziałam, że to jest najgorszy czyn na świecie. Przed zawarciem małżeństwa otrzymałam odpuszczenie tego grzechu, jednak ja cały czas o tym myślałam. Pan Bóg dawał mi wiele dowodów na to, że jestem przez Niego nadal kochana, m.in. taki, dla mnie najważniejszy, że urodziłam czworo wspaniałych dzieci, więc bardzo mi pobłogosławił. Ja jednak cały czas myślałam, że niemożliwe jest, żeby Bóg kochał kogoś, kto popełnił takie zło. Kilka lat temu w naszej parafii rekolekcje wielkopostne głosił o. Stanisław Jarosz. A muszę tu powiedzieć, że nie mogłam być na nich we wszystkie dni. Jednak w dniu, w którym byłam, o. Jarosz mówił na temat duchowej adopcji dziecka poczętego i była modlitwa rozpoczynająca podjęcie takiej adopcji. Uważałam, że to jest taki znak od Boga, że Bóg ze mnie nie rezygnuje i że nadal mogę Mu służyć. Oczywiście podjęliśmy z mężem tę modlitwę i nadal to robimy, modląc się na różańcu. Odtąd też zaczęłam dziękować Bogu za wszystkie swoje (pięcioro) dzieci i przepraszać Go, że zawiodłam Jego zaufanie. Teraz, gdy dowiedziałam się o Krucjacie 40 godzin ucieszyłam się, że znowu mogę coś dla Boga zrobić i że On mnie nie odrzuca. Bo ciągle jednak tkwi we mnie taka myśl, że Bóg nie może kochać tak wyjątkowo złej kobiety. Kiedy wysłałam swoje zgłoszenie modliłam się, żeby godzina, która zostanie mi wyznaczona nie wypadła w takim czasie, gdy nie będę mogła, ze względu na jakieś zajęcia, się modlić. I złożyło się idealnie. I to też uważałam za znak. W czasie tej godziny modliłam się w domu na różańcu, Koronką do Miłosierdzia Bożego, a także litanią do św. Józefa. Ta godzina minęła bardzo szybko. Czułam podczas niej wielki spokój i coś, jak gdybym nie była podczas tej godziny sama. Jakbym nie tylko ja się wtedy modliła w tej intencji. Jeszcze chcę napisać, że otrzymana informacja o godzinie, w której mam się modlić sprawiła mi radość, że moja modlitwa też jest bardzo cenna i że wspólnie z innymi mogę uratować wiele istnień. Zdecydowałam się przesłać to świadectwo, bo pragnęłabym pomóc chociaż jednej kobiecie, która była w takiej jak ja sytuacji i podobne myśli towarzyszyły jej przez całe lata.

przesłano: 3 marca 2012

Iza

Słyszałam już kiedyś o Duchowej Adopcji, ale zawsze to jakoś jednym uchem wpadało, a drugim wypadało… Wstyd się przyznać, wiem… W zeszłym roku, siostra mojej koleżanki była w bliźniaczej ciąży, na początku wszystko przebiegało bez komplikacji, zarówno mama jak i dzieci czuły się dobrze. Potem dowiedziałam się, że coś się wydarzyło i życie tych dzieci jest zagrożone. Obiecałam modlitwę w ich intencji, poprosiłam także moją przyjaciółkę, aby modliła się w intencji tych dzieci. Pan to sprawił i w lipcu tego roku urodziły się dwie zdrowe dziewczynki, cieszyłam się, ale nadal nie myślałam o podjęciu się Duchowej Adopcji. W sierpniu byłam na Pieszej Pielgrzymce do Częstochowy, podczas jednej Eucharystii Ksiądz mówił o możliwości podjęcia się Duchowej Adopcji. Poczułam w sercu, że chcę się tego podjąć, chcę się modlić za Poczęte Dziecko, ta decyzja zapadła bardzo szybko. Chociaż nie brakowało także wątpliwości – czy na pewno dam radę? Czy nie zapomnę o modlitwie w intencji Dziecka? Dzisiaj moje Dziecko ma 3 miesiące, bardzo się nim cieszę i nie żałuję tej decyzji. Nie boję się powiedzieć, że moje Duchowe Dziecko motywuje mnie do modlitwy… Bywa różnie, przychodzą dni, w których wcale nie mam ochoty się modlić, jest pokusa, aby zrezygnować z modlitwy, ale w tych chwilach przypominam sobie o moim Dziecku, Ono jest przy mnie i nawet wtedy, gdy nie chcę się modlić za siebie, to za moje Dziecko się pomodlę, bo Jemu przecież nie mogę odmówić modlitwy, Ono jest bezbronne, ale jest też chronione moją modlitwą i nie zapomnę o tym…  Tak więc Duchowa Adopcja nieraz już, choć trzy miesiące to wcale niedługo, dawała mi siłę, aby trwać przy Panu, wtedy, kiedy, myślałam, że tej siły już kompletnie nie mam… To Dziecko jest takim „sznurkiem”, który trzyma mnie przy Panu w trudnych chwilach, który daje mi poczucie, że jestem komuś potrzebna, że ta moja najmarniejsza modlitwa chroni ludzkie życie. Chwała Panu!

przesłano 6 listopada 2011

……………………………………………………………………………………………………………

Kasia

Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego podejmowałam już wielokrotnie. Kiedy byłam młodsza, Mama modliła się wraz ze mną i moją siostrą, teraz przeważnie modlę się sama w ramach tego dzieła. A jest ono na pewno ważne
i warto się tego podjąć. Czy jednak w moim przypadku zawsze z tym zobowiązaniem było kolorowo i pięknie? Odpowiedź brzmi – nie. Bywały takie dni, w których tej modlitwy zabrakło, bywało też chyba tak, że nie wyglądała ona najlepiej, że tak powiem – nie szło dobrze. I pewnego razu padła decyzja – następnym razem nie podpiszę Duchowej Adopcji. Zrobię sobie przerwę. Można by przecież pomyśleć w takiej sytuacji – po co się podjąć takiej sprawy i ją zaniedbywać, po co przyrzec i to właśnie przyrzeczenie zaniedbać? Co się jednak okazało? Sprawa zakończyła się inaczej, niż wskazywało na to moje postanowienie. Otóż moja Mama uczestniczyła w Rekolekcjach Animatorów Dzieła Duchowej Adopcji i przywiozła stamtąd obrazki do rozdania na zakończenie tego dzieła poszczególnym osobom, które się go podjęły. Na nich było zdjęcie malutkiego dziecka i napis „Żyję dzięki duchowej adopcji”. I to właśnie, taki nieduży obrazek wpłynął na to, że ostatecznie podjęłam po raz kolejny tę modlitwę. A jakże wiele może ona dać, jak bardzo ważny może być ten nasz wysiłek, jaką wspaniałą rzeczą jest uratować niewinnego, bezbronnego człowieka! Dodam jeszcze, że jako moją patronkę z bierzmowania wybrałam św. Joannę Berettę Mollę – lekarkę, która chciała w sytuacji zagrożenia ratować najpierw poczęte dziecko. Ono się urodziło, a św. Joanna zmarła pewien czas po porodzie. Ta osoba może być naszą orędowniczką, możemy przez jej wstawiennictwo prosić o siły do wypełnienia naszego przyrzeczenia. Nie bój się tego podjąć, nie bój się podjąć wysiłku w obronie życia ludzkiego – i pamiętaj
o takich słowach: „Kto ratuje jedno życie, jakby cały świat ratował.”

przesłano 6 listopada 2011

…………………………………………………………………………………………………………….

„taka tam…”

Nigdy nie czułam instynktu macierzyńskiego – nie jestem matka, chociaż moje koleżanki mają już osiemnastoletnie dzieci. Nigdy też nie modliłam się za dzieci poczęte lub zagrożone aborcją. Przełom nastąpił, kiedy moja siostra oznajmiła mi, iż ze swoim mężem spodziewają się dziecka. Pamiętam, że wtedy oprócz radości, poczułam palącą wręcz potrzebę modlitwy za to nienarodzone dziecko. Niestety po trzech miesiącach Pan Bóg postanowił inaczej. Z niewyjaśnionych medycznie przyczyn płód obumarł i siostra musiała poddać się zabiegowi. Byliśmy wszyscy w głębokim bólu i szoku.  Temat modlitwy za dzieci, który mnie było dane urodzić się, tkwił we mnie przez następne miesiące. W momencie, kiedy w mojej parafii odbyła się uroczysta adopcja dziecka poczętego zagrożonego aborcją, bez żadnego wahania, czy dam radę codziennie modlić się za dziecko przystąpiłam do tego dzieła . Mój duchowo adoptowany dzidziuś ma już osiem miesięcy i za chwilę skończy się moja opieka nad nim. Kilka tygodni temu w czasie modlitwy rozmyślając nad końcem adopcji postanowiłam, że od następnego dnia zaczynam się modlić za wszystkie dzieci poczęte. Przecież każde dziecko ma prawo do życia, bez względu na to czy jego biologiczni rodzice chcą go pozbawić życia, czy też nie. Dziękuję Panu Bogu, że w ten sposób wypełniło się moje macierzyństwo. Modlitwa sprawia, że często czuję to dzieciątko w sobie… i wtedy się wzruszam. Zachęcam wszystkich aby pamiętali o tych właśnie nienarodzonych. My żyjemy, poruszamy się, widzimy, kochamy. Niech i one – te maleństwa – mają możność do życia, które sam Bóg im przeznaczył!

przesłano 4 listopada 2011

…………………………………………………………………………………………………………….

Reklamy
Komentarze
  1. Elżbieta pisze:

    Ja sama tego nie doświadczyłam ale od przyjaciól słyszałam takie świadectwa związane z adopcją dziecka poczętego. Maria przez dziewięc m-cy odmawiała cały różaniec, (chociaż potrzeba było tylko jedną tajemnicę za jedno dziecko) W krótkim czasie miała piękny sen: przyśniło sie jej pięcioro ślicznych małych dzieci. Po zastanowieniu sie uznała, że to Pan pokazał jej te uratowane dzieciątka. Wiele lat później jeszcze ktoś opowiedział mi o podobnym doświadczeniu. Jeszcze bardzo ważna informacja dla kobiet (i mężczyzn współwinnych) winnych aborcji :adopcja duchowa dziecka poczętego jest jedynym lekarstwem na ranę duszy, daje pokój w sercu, które jest ciężko chore i nic innego go nie uleczy.

  2. łukasz z herb koło częstochowy

    dla mnie ten czas to był swoistym
    wczuciem sie w to co dzieci które umierają wczuć to co one czuły jak sie je zabija
    to okrutne ale ten czas modlitwy za nie dal mi dużo do myślenia i naprawde wieli zaszczyt dla mnie że mogłem w tym uczestniczyć modlitewnie
    pozdrawiam z PANEM BOGIEM

  3. AHAWA pisze:

    wczoraj przezylem swoja godzine modlitwy, akurat tak się złożyło że było wystawienie Najświętszego Sakramentu, odmówiłem kilka litań oraz dwie cząstki Różańca a potem uczestniczyłem w Eucharystii. Nie miałem jakichś specjalnych przeżyć duchowych podczas tej modlitwy w jednym tylko momencie miałem obraz (tyle że nie wiem czy to moja wyobraźnia czy faktycznie obraz od Pana) przedstawiający kobietę na wpół spaloną, tak jakby część jej ciała była zanurzona w lawie wulkanicznej, wyciągała ona ręce do góry w geście aby ktoś jej pomógł, podałem jej rękę ale nie byłem w stanie jej stamtąd wydostać, w tym momencie wymówiłem Imie Maryji i pojawiła się ona po z drugiej strony owej kobiety i również podała jej rękę, miałem wrażenie że udało się ją uratować choć obraz zakończył się w tym momencie. AMEN +

    modlę się codziennie dziesiątką różańca za dzieci zagrożone morderstwem przez własnych rodziców, gdy o tym myślę wstępuje we mnie ogromny gniew, nie do opisania…. oby Ci ludzie winni tych zabójstw i świadomi swojej premedytacji zawrócili z tej drogi zagłady wiecznej której kroczą.

    JEZUS ŻYJE AMEN +

  4. Marzena pisze:

    Moja godzina modlitwy mineła.Chciałam napisać bardzo krótko -nie pamiętam kiedy tak cieżko było mi się skupić na modlitwie , nie pamietam kiedy tak intensywnie przypominały mi się rzeczy , które mam załatwić i chociaż poszłam do kościoła i czuwałam przed Najświeszym Sakramentem wszystko rozpraszało moją uwagę .Wtedy przyszła bardzo ciekawa refleksja …..jak bardzo szatan walczy ze mną i nie chce zebym się modliła i jak WAŻNA jest taka inicjatywa jak ta.

    Wytrwałam ale było cieżko a wydawało się , że to TYLKO jedna godzina 🙂

    Pozdrawiam

  5. Aga pisze:

    Moja godzinna modlitwa minęła juz w marcu – bylo to z godz. 2.00 na 3.00 w nocy.
    Mylałam, że będzie cięzko ale bez problemu modliłam się całą godzinę.
    Po Rekolekcjach Wielkopostnych w naszej Parafii, rekolekcjonista zaproponował wszystkim chętnym Modlitwy w intencji „Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego” przez okres 9 miesięcy czyli do Bozego Narodzenia.W tym celu zlożyliśmy też „Przyrzeczenie Duchowej Adopcji”.
    Modlitwy w tej intencji to:
    1./ codzienna konkretna modlitwa w intencji nienarodzonego dziecka
    2./ codziennie jedna tajemnica różańca świętego
    3./ dobrowolne zobowiazania
    Każda czy każdy znas modli się za uratowanie życia jednego konkretnego dziecka.

    Bardzo gorąco zachęcam do tych modlitw.

    Szczęść Boże !

  6. iz. pisze:

    Dziś gdzieś na świecie urodziło się moje pierwsze duchowe Dzieciątko!:) Mam ogromną radość w sercu z tego powodu 🙂 Cieszę się bardzo, że sam Pan wspierał mnie nieustannie w ciągu tych 9 miesięcy, dodawał sił i sprawił, że wytrwałam 🙂 chwała Panu Bogu, że przyjmował każdą modlitwę nie tylko tę spokojną i pełną ufności, ale także tę pełną niepokoju, czasem zwątpień… Dzięki mojemu Dziecku nie odeszłam od Pana, kiedy wszystko się sypało, kiedy wcale nie miałam ochoty się modlić, jednak myśl o Dziecku, które potrzebuje mojej modlitwy nie pozwoliła mi odejść, więc trwałam… A dziś po 9 miesiącach czuję ogromną radość:) Chwała Panu! 🙂

    • Flow pisze:

      Witam. 23 grudnia zakończyłem swoją pierwszą Duchową Adopcje. Długo sie zastanawiałem czy dam rade codziennie przez 9 miesiecy pamiętać o modlitwie. Stwierdziłem ze to jest tylko chwila w ciągu całego długiego dnia i zdecydowałem się podjąć tą Adopcję, chociaz w siebie nie wierzyłem… Przez cały okres modlitwy zdawałem sobie sprawę że życie tego dziecka leży w mojej modlitwie. Modlitwy nie zawsze były pełne wyciszenia i kontemplacji, często były odmawiane w biegu i różnych porach dnia i nocy… Przez ten cały czas prosiłem Boga aby przyją te modlitwy nie patrzac na mnie i moją marność lecz na to Dziecko które potrzebuje tej modlitwy. Codziennie miałem w głowie takie przypomnienie „pamiętaj! modlitwa” takie cos nawet nie dawało mi zasnac kiedy byłem bardzo zmęczony. Po 9 miesiacach wyrażnie coś takiego mi sie wyłączyło! Moze jest to dziwne ale czuje że własnie ten spokój i uczucie spełnienia które wyraźnie nastąpiło po zakończeniu modlitwy jest znakiem od Boga który mówi mi że moje modlitwy zostały przyjete i wysłuchane i życie zostało uratowane. Chwała i cześć Panu bo jego moc i miłosierdzie przenika wszystko!

  7. Bożena pisze:

    Otrzymałam informację,że moja modlitwa ma się odbyć w godz.2.00-3.00 bardzo się bałam czy o takiej godzinie będę się mogła modlić .Godzinę tą wbrew moim obawom przemodliłam z ogromną radością i pokojem za co Bogu Najwyższemu dziękuję.b

  8. Monika pisze:

    Podczas modlitwy i rozważań (16.03 godz. 10-11) towarzyszyła mi myśl o gotowości (lub jej braku) do pełnienia woli Bożej. Ludziom często trudno podążać za głosem Boga. Człowiekowi często towarzyszy myśl, że sytuacja przed którą został postawiony całkowicie go przerasta i komplikuje osobiste plany. Kierowany lękiem sprzeciwia się woli Boga. Jednocześnie modlitwie towarzyszyła myśl, że Bóg Jest Drogą, Prawdą i Życiem. Bóg jest Życiem i jest jednocześnie za życiem. Natomiast ja modląc się w niniejszej intencji prawdziwie staję w obronie tegoż życia właśnie.

  9. Marta pisze:

    Zastanawiam się nad podjęciem Duchowej Adopcji Dziecka. Jednak nie wiem czy podołam, mam 20 lat i bardzo odsunęłam się od kościoła i chciałabym to zmienić. Nie rozumiem jak można zabić taką biedną niczemu niewinną istotkę, a gdy dowiedziałam się że wśród moich znajomych jest osoba która usunęła ciążę przeraziło mnie to. A gdy usłyszałam w moim kościele o takiej akcji poczułam że to coś dla mnie.. że powinnam spróbować, jednak boje się czy dam rade.

  10. bella77 pisze:

    W zeszłym roku podjęłam duchową adopcję i chciałam podzielić się czymś, co zdarzyło się na końcu, kiedy minęło 9 miesięcy od jej rozpoczęcia. Miałam sen, że jestem w szpitalu, leżę na oddziale położniczym i przynoszą mi noworodka, żebym zaopiekowała się nim przez kilka dni. Chodziło, o to, żeby to dziecko leżało razem ze mną, żeby mogło się ogrzać i żebym je karmiła. Ja w tym śnie wiedziałam, że jest to dziecko pozostawione przez matkę biologiczną do adopcji. To był piękny sen ! Byłam szczęśliwa, gdy się obudziłam, pamiętam ten sen do dziś! Dla mnie to jest znak, że modlitwa nie poszła na marne.
    W tym roku, 4 dni temu, znowu podjęłam adopcję i mam nadzieję, że znowu dostanę jakiś pozytywny znak, chciałabym tego…A nawet jak nie dostanę, to w czasie modlitwy czuję spokój i pogodę ducha. Czuję, że dobrze zrobiłam że się w końcu przełamałam, bo dość długo uciekałam przed tą adopcją, pomimo, że coś mnie ciągnęło. Nie określiłabym siebie jako głęboko i stabilnie wierzącej osoby, ale polecam tę modlitwę. Potwierdzam powyższe wypowiedzi, że podczas niej odczuwa się spokój i radość 🙂

  11. Małgorzata pisze:

    Adoptując czwarte czy piąte dziecko postanowiłam że ofiaruje w jego intencji nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca.Wieczorem poszłam spać z myślą że rano pójdę na mszę świętą. W nocy miałam sen,znalazłam się w szpitalu polowym z bardzo dobrym sprzętem medycznym.Zobaczyłam że na łóżku leży kobieta będąca w ciąży a koło niej stali lekarze i pielęgniarki.Lekarze mówili do niej że coś jest nie tak z główką jej dziecka i że jak podadzą jej zastrzyk to szybko urodzi…Stojąc za nimi zaczęłam głośno krzyczeć że to zabójstwo,że ono nie przeżyje bo jest zbyt małe…Szybko zorientowałam się że oni mnie nie słyszą…Nagle jakby został przesunięty czas ta sama kobieta przyszła, aby urodzić donoszone dziecko.Słyszałam co mówiły położne odbierające jej poród.Widziałam kobietę jak całowała swoje nowo narodzone dziecko i jak się uśmiechała…To sen przez który Bóg tak wiele mi powiedział.

  12. Brygida pisze:

    Pierwszą adopcję podjęłam 09.10.2010 roku.
    I do tej pory podejmuję kolejne.Teraz mam czwartą.
    Miałam różne znaki od Boga by to zrobić…
    a to dowiedziałam się od kogos,że ktoś dokonał aborcji,albo że ktoś chce to zrobić,wtedy modliłam się z tę osobę.
    Pamiętam jedną sytuację jedno z moich dzieci-Syn miał mały wypadek wieczorem,a był to czas gdy odmawiałam swoją 10tkę . A tamten dzien był ostatnim z Adopcji.
    Trzeba było jechać pilnie do szpitala ,bo szycie głowy było potrzebne.

    Zapomniałam odmówić.
    Gdy byłam na pogotowiu martwiłam się o Syna.
    W pewnym momencie przywieziono rodzącą kobietę,już takimi mocnymi skurczami.
    I przypomniało mi się ,że mam do domówienia moją ostatnią 10tkę z 9miesięcy.
    Spojrzałam na zegar w szpitalu-godz.23.45:-)

    Zdążyłam:-)

  13. Tyborowska pisze:

    Pierwszy raz o duchowej adopcji dziecka poczętego usłyszałam na rekolekcjach Domowego Kościoła. Wzięłam kartkę z modlitwą i głęboko schowałam- „na lepsze czasy”, bo wydawało mi się, że mając wiele obowiązków nie dam rady podjąć się tego zobowiązania. Minęło kilka lat. Pewnego razu z jakiejś książki wypadła ulotka przypominająca o adopcji. Od tego dnia nieprzerwanie (15 lat) odmawiam modlitwę w intencji nienarodzonych dzieci. Obecnie modlę się za 20. dziecko.
    Ponieważ pracuję w szkole, postanowiłam do adopcji zachęcić swoich uczniów.W ubiegłym roku, do klas szóstych zaprosiłam kilku księży, by przybliżyli uczniom tę ideę. Jeden chłopiec podjął się zadania- wytrwał do końca.
    W tym roku wszystkie klasy piąte zachęcałam do podjęcia duchowej adopcji. 110 osób otrzymało tekst modlitwy, a 52. uczniów zaczęło ją odmawiać.Dzieci w swoich rodzinach włączyły do adopcji rodziców, dziadków i rodzeństwo. Już dzisiaj uważam, że jest to wielki sukces, chociaż jest to dopiero ich „początek drogi”. Odczuwam wielką radość z tego powodu, że tyle dzieci jest otwartych na dobro i chęć pomocy.
    Każda, kolejna modlitwa nas odmienia, czyni lepszym człowiekiem i wzmacnia więź z Bogiem.

    Proszę wszystkich, którzy czytają ten tekst, by podjęli się modlitwy za dzieci nienarodzone, którym grozi śmierć.
    Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji. Osoby wahające się być może zobaczą wiele przeszkód. Mogą im towarzyszyć myśli, że to ich przerasta. Dobrze byłoby to odrzucić i mocno uwierzyć, że jest KTOŚ, kto stawia przed nami zadania ale jednocześnie daje siły do ich wykonania. Osoby, które podejmą się tej modlitwy, w krótkim czasie uświadomią sobie, że stała się ona integralną częścią ich dnia.
    Wystarczy poświęcić 3 minuty dziennie (idąc czy jadąc do pracy).
    Robiąc tak niewiele, można zrobić tak dużo- uratować życie człowieka!

  14. Alexandra pisze:

    Alexandra
    Duchową adopcję rozpoczęłam 20 lutego 2015 r. po dłuższych przemyśleniach, czytaniu o DADP, o aborcji ,po wahaniach czy podołam – ja której kiepsko „idzie odmawianie” różańca, osoba o słomianym zapale ,niestabilnych emocjach itd.itd.itd
    A jednak ta myśl gdzieś tam krążyła, drążyła …chciałam coś dobrego zrobić dla innych, coś z siebie… Jako introwertyk zamknięty w sobie nie widziałam się w jakimś aktywnym, publicznym działaniu, poza tym krępuję się robiąc coś „na widoku „. Prywatne postanowienie modlitwy za kogoś niewinnego, zagrożonego a kogoś kto nie może się w żaden sposób bronić wydawało mi się najlepszym połączeniem zrobienia czegoś dobrego od siebie dla kogoś innego, uratowaniem niewinnego i… siebie- zrobienia dobrego uczynku, wzmocnienia wiary i wytrwałości. Było różnie- nie opuściłam ani jednego dnia ale czasami modlitwę odkładałam na sam koniec dniówki tuż przed północą -przed pójściem spać. Nie była to wtedy najlepiej przeżyta modlitwa. Ale było też zdecydowanie więcej tej coraz pełniejszej modlitwy, coraz większe poczucie odpowiedzialności, więcej wzruszeń przy odmawianiu i jakieś zakiełkowanie uczuć macierzyńskich których wcześniej za bardzo nie odczuwałąm (nie jestem matką mimo przekroczenia czterdziestki)
    No i ogromna radość z wytrwania, i z tego że gdzieś tam – 20 listopada narodziło się bezpiecznie dzieciątko (coś mi mówi ,że chłopiec) Może wynika to z faktu, że choć jestem „dzieckiem” kochanym przez rodziców i większość rodziny, to nie wszyscy chcieli moich narodzin i namawiali moją matkę do „usunięcia” mnie. Na szczęście oboje -a więc matka i ojciec nie dopuszczali takiej możliwości. Dziękuję im za to. Może ta forma modlitwy i pomocy to taka moja podświadoma pomoc dla tych małych -których rodzice nie są tak przekonani jak moi, że inna decyzja niż urodzenie dziecka jest po prostu niemożliwa. To zabójstwo najbardziej niewinnego i bezbronnego człowieka. Trzeba umieć wziąć odpowiedzialność za niego, odkryć miłość.
    Dwa dni po narodzeniu -mnie niewytrwałej, chaotycznej osobie brakuje tej modlitwy, codziennej mobilizacji i oczekiwania na następny cud w którym mogę dopomóc. Zaczynam drugą adopcję. Prywatnie, skromnie, w sercu… Mam nadzieję ,że modlitwy te będą coraz lepsze, pełniejsze, bo korzyści z DADP są zawsze dwustronne- nowy człowiek bezpiecznie pojawia się na świecie a ty wzmacniasz się wewnętrznie…Wytrwać 9 miesięcy -łatwo i niełatwo, ale warto!!!! Dla kogoś ,dla siebie, dla Boga. Dla nadziei.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s