Posts Tagged ‘oczekiwanie’

Po 40 dniach pokuty dotarliśmy do najważniejszych dni w Liturgii Kościoła. Nie spędźmy tych dni w gonitwie sprzątania i gotowania, planowania odpoczynku i sprawdzania programu telewizyjnego. Zobaczcie z czym czeka na Was Chrystus. Odrzućcie od siebie pokusy świata.

Wielki Czwartek

Chociaż to dopiero początek Świętego Triduum, liturgia zachowuje się tak, jakby nie chciała już na nic czekać, ani sekundy dłużej zwlekać – wywraca nam od razu wszystko do góry nogami. Bo przecież świat, w którym Bóg klęczy przed człowiekiem, myjąc mu nogi, to świat, który stanął na głowie! Dajmy się tej liturgii porwać, przyjmijmy jej niecierpliwy pęd prowadzący nas od razu do spraw najważniejszych, bez przygotowania, bez zbędnych wstępów ochronnych. Jest taka średniowieczna rycina, która obrazuje ostatnią wieczerzę. Są na niej, siedzący na długiej ławie wszyscy apostołowie. W samym środku, okropnie zakłopotany siedzi św.Piotr, a przed nim klęczy Pan Jezus, obmywając mu nogi. Niezwykłe w tej rycinie jest to, że wszyscy apostołowie mają przytknięte do wykrzywionych twarzy dłonie, jakby coś strasznie śmierdziało. I wszyscy oczywiście wymownie patrzą na nogi św. Piotra. Wszyscy jesteśmy dziś tak bardzo odświętni. Panowie wyciągają krawaty, a panie odświętne suknie. Jesteśmy dziś piękni, wszystko błyszczy, jest uroczyście. Chyba nie powinno tak być. Dzisiaj w Kościele, w Wielki Czwartek zaczyna się wielkie mycie. Nasz Bóg zdejmuje już dziś swoje boskie szaty, zakasuje rękawy i zabiera się za mycie wszystkiego , co w nas usmolone i wybrudzone. Jeżeli jesteś brudny, jeżeli coś w tobie śmierdzi, jeżeli jest w tobie jakiś grzech, to dzisiaj Bóg chce zacząć w tobie wielkie szorowanie. Liturgia Wieczerzy Pańskiej to początek naszej czystości – i to jej chciejmy w tej liturgii szukać. (O. Adam Szustak)

W Wielki Czwartek pamiętajmy o naszych Kapłanach. Oni toczą walkę każdego dnia. O swoją świętość. O naszą świętość. Módlmy się za nich, zamiast wytykać palcami. Nie zapominajmy, że oni nas prowadzą do Boga. Jesteśmy odpowiedzialni za naszych Kapłanów. Dziś szczególnie zachęcam do modlitwy za nich (http://ddak.wordpress.com/).

Wielki Piątek – dzień, w którym wszystko co złe umrze na Drzewie Krzyża. Ale umrze tylko to, co Chrystusowi oddasz. Jeśli tego nie zrobisz, nie dziw się że w Poranek Wielkanocny nic się nie zmieni. Oddaj Chrystusowi wszystko, do końca, do ostatniej łzy, ostatniego zaplutego grzechu. Wyzwól się z pęt, które nie pozwalają Ci oddychać czasem od wielu lat. Zedrzyj z siebie zasłonę grzechu, powiedz Chrystusowi wszystko, On z tym umrze. On to przemieni. Byś narodził się na nowo.

Jeszcze nie jest za późno. Jeszcze Chrystus czeka w osobie Kapłana, który spowiada od kilku dni od rana do wieczora. Nie wstydź się. Nawet jeśli Ksiądz jest niemiły, nie współczuje Ci i nie wspiera, to pamiętaj, że on jest tylko narzędziem, że klękając do kratek konfesjonału przychodzisz spotkać się z Chrystusem, a nie z człowiekiem. Nie zatajaj grzechów. Bo Bóg widzi i wie wszystko i obdarzy Cię Łaską uświęcającą dopiero gdy wypowiesz wszystko.

Wigilia Paschalna – Najbogatsza z liturgii w całym roku. Liturgia Światła, Słowa, Chrzcielna i Eucharystii. Chrystus zaprasza Cię byś po Wielkiej Sobocie, w której adorujemy Go przy Grobie Pańskim spotkał się z Nim. Skoro oddałeś Mu wszystko, oczekuj Go wraz z innymi. Oczekuj niemożliwego. Oczekuj Zmartwychwstania. Poznaj na nowo piękno i bogactwo liturgii Wigilii Paschalnej. Odkryj w swoim sercu pragnienie zjednoczenia się z Chrystusem.

Drodzy Obrońcy Życia! W te dni pamiętajcie szczególnie o Waszych duchowych dzieciach. Zabierzcie je w swoich sercach do Kościoła, do spotkania z drugim człowiekiem, do spotkania z Chrystusem.

Życzymy Wam, byście złożyli całe swoje życie, a szczególnie to, co oddziela Was od Chrystusa, pod Jego Krzyżem. Życzymy Wam, byście nie bali się umrzeć wraz z Nim, byście nie bali się bólu. Życzymy, by w te dni kierowało Wami serce stęsknione Chrystusa i Jego Życia. Pełnego Prawdy i Miłosierdzia. Życzymy, by w Poranek Wielkanocny już nic nie było takie, jak kiedyś. Ale by było takie, jakie pragnie Chrystus.


A gdyby Pan Bóg się nie narodził? Nie zszedł do nas, do swojego marnego ludu? Nie narodził się ani w stajence, ani na królewskim dworze? Nie wypełnił zapowiedzi wielu proroków? Nie skończył starego Testamentu wraz ze swoim przyjściem i nie rozpoczął nowej Ery nie tylko w kalendarzu? Nie pozostawił po Sobie uzdrowionych, nie uwolnił opętanych, nie zabrał rybaków, którzy umiejąc patrzeć pod powierzchnię wody najlepiej nadawali się do nauki patrzenia sercem, nie zebrał wszystkich Apostołów, nie powywracał stołów bankierów, ani nie wjechał z bólem serca wśród wiwatujących i wołających na Jego cześć Hosanna? Nie umył uczniom stóp, nie spożył z nimi Wieczerzy, nie przekazał im jak i dlaczego mają łamać chleb i pić wino… Nie oddałby się woli Ojca i nie pozwolił by odebrano Mu godność, by obdarto Go ze wszystkiego co posiadał, nie oddałby życia na Krzyżu, nie wypowiedział siedmiu słów które otworzyły wszystkim śmiertelnikom drzwi do życia w niebiańskiej wieczności…  Co by się stało gdyby nie wygrał tej walki z szatanem? Co by było gdyby Pan Bóg się nie narodził?….

Rok 2011. Mała miejscowość w sercu Polski. W każdym domu spożyto już Wieczerze Wigilijną, było dwanaście potraw, elegancko ubrana rodzina, tradycyjny opłatek, obowiązkowo prezenty… szkoda że to wszystko obkupione kilkutygodniowymi przygotowaniami… sezon otwarty wraz ze zdjęciem zniczy, szybko postawione kolorowe, sztuczne drzewka gdziekolwiek się nie spojrzy… rodzinne zmagania z zakupami, znalezieniem miejsca na parkingu przed sklepem, szorowanie mieszkania, jakby cały rok wszyscy nic nie robili, do tego ciągłe kłótnie i spory, bo wszyscy coraz bardziej poddenerwowani, jeszcze gazeta z programem, by obejrzeć znany na pamięć film o przygodach świątecznych, resztkami sił upieczony piąty makowiec, którego nikt nie zechce już zjeść, zaopatrzenie w kilka „łyków” procentów, no bo rodzina się zejdzie na drugi dzień…w odtwarzaczu lecą zagraniczne piosenki o śniegu i ostatnich świętach, które były… w sumie takie same. Bo nic się nie zmieniło. Prezenty też nawet w tym samym tonie poszukiwane.
Ale wszystko się udało. Teraz tylko tradycyjna Pasterka i jutro wszyscy oddadzą się błogiemu lenistwu. Bo przecież tyle zachodu z tymi świętami, więc teraz w spełnieniu siebie można wreszcie świętować… No ale żeby nie było… dzieci wypchnięto do spowiedzi, mama przed świętami jeszcze kazała tematy w zeszycie do religii podkreślić, bo przecież zaraz Ksiądz po kolędzie będzie chodził… sama do spowiedzi nie bardzo chciała iść, o mężu to już nie wspominając, ale dzieciaki tak patrzyły że one nie pójdą jak rodzice nie pójdą i w końcu dali się przekonać, przypominając sobie na szybko formułkę spowiedzi po drodze i złorzecząc w kilometrowej kolejce do konfesjonału… ale zaliczona, więc wreszcie nikt nie będzie patrzył… byłem, byłem, więc z daleka ode mnie do przyszłego roku… wrócił i najstarszy syn do domu. Student. Duma rodziny. O spowiedzi zapomniał, ale cała rodzina szła do Komunii w czasie Pasterki to i on poszedł… bo jak by to wyglądało…

W tym roku Pan Jezus przychodzi na świat. Teraz i tu. Nie żeby go potępić ale aby go zbawić. Małe dzieciątko, niejedna mama powiedziałaby takie słodziutkie maleństwo, z takimi rączkami wyciągniętymi, słodko się uśmiechające… Bóg nie narodził się po to by leżeć jako plastikowa lalka na każdej wystawie sklepowej, nie potrzebuje choinki, ani iluminacji wokół domu… Bóg który schodzi na ziemię by stać się człowiekiem wpada w złości do naszych świątyń domów i wywraca nasze stoły i ozdoby… bo w Świątyni Rodziny są tylko kupcy i oszuści…
By przyjąć Chrystusa pod swój dach serca, by zrobić Mu choć marny żłóbek wśród zakrętów naszego serca nie wystarczy je udekorować… bo śmietnik nadal nim będzie, a dodatkowe odświeżacze powietrza tylko pogorszą smród…. Pan Bóg nie mówi byśmy nie świętowali… Przeciwnie – pragnie byśmy trwali w JEGO RADOŚCI, ale po pierwsze Nie będziesz miał Bogów cudzych obok Mnie… a jeśli już od Narodzin Pana Jego miejsce jest za stertą prezentów, to nigdy nie pozwolimy by było bliżej, a co dopiero na pierwszym miejscu… czy to znaczy że trzeba być ubogim? Nie. Pan błogosławi. To co jest prawdziwe, uczciwe, godne i czyste. To, co mówi Panu Bogu tak. Wszystko inne od złego pochodzi… warto się zastanowić, co zewnętrznie przeżyte w te Święta mówi małemu Bogu „tak”…
Idąc dalej… w roku liturgicznym życie Pana Jezusa szybko się posuwa… za kilka dni Ofiarowanie, potem już tylko kilka tygodni do czterdziestu dni spędzonych na pustyni… Mały Jezus który rodzi się w naszych sercach co roku, bardzo szybko musi w naszym życiu dorosnąć by stać się mężczyzną który z odwagą i mądrością godzi się iść na Krzyż… nie można mieć w sercu i Malutkiego Jezusa i Chrystusa Ukrzyżowanego zarazem, bo to Jest Jedna i ta sama Osoba… dlaczego to Przyjście w takim razie dzieje się w naszym życiu co rok? Bo Pan uniża się we Wspomnienie Swojego przyjścia i odejścia tak często jak bardzo potrzebują tego nasze serca… najprościej… w Sakramencie Pokuty i Pojednania… – człowiek oddając się Prawdzie pozwala by narodził się w nim samym Sam Bóg, i umarł stary, pełen grzechu człowiek… Jezus w stajence i Jezus na Krzyżu to Ten Sam Jezus.
Święta Bożego Narodzenia. Święta Narodzenia Zbawienia Świata. Początek, Który wypełnił zapowiedzi wielu proroków, który skończył stary Testament i wraz ze swoim przyjściem rozpoczął nową Erę i od tego czasu człowiek zaczął liczyć czas na nowo, bo wszystko stało się Nowe… Ten Który pozostawił po Sobie uzdrowionych, uwolnił opętanych, zabrał rybaków, którzy umiejąc patrzeć pod powierzchnię wody najlepiej nadawali się do nauki patrzenia sercem, zebrał wszystkich Apostołów, powywracał stoły bankierów, a potem w pełni świadomie wjechał z bólem serca wśród wiwatujących i wołających na Jego cześć Hosanna… umył uczniom stopy, spożył z nimi Wieczerze, przekazał im jak i dlaczego mają łamać chleb i pić wino… oddał się woli Ojca i pozwolił by odebrano Mu godność człowieka, by obdarto Go ze wszystkiego co posiadał, oddał życie na Krzyżu, wypowiedział siedem słów które otworzyły wszystkim śmiertelnikom drzwi do życia w niebiańskiej wieczności… Ten Który na Krzyżu gdzie nie istniał czas spotkał się z każdym, z każdym człowiekiem… Ten Który wygrał walkę z szatanem… Ten Sam Który na początku narodził się w lichej stajence…
Pan zaskakuje… Tak jak zaskoczył Maryję, która poczęła z Ducha… która zaufała wbrew zdrowemu rozsądkowi… Tak jak zaskoczył Świętego Józefa, który odważył się usłyszeć głos Boga… który również zaufał…
Nie bójmy się pozwolić by w naszym sercu narodził się Mały Jezus, Ten Sam który powywraca stoły w naszym życiu, Ten który nie pozostał niemowlęciem, bez umiejętności mówienia… nie takiego Boga przyjmujemy, który tylko słucha nas jako Dziecko… przyjmujemy do serca Boga który mówi konkretnie, dobitnie, który mówi że nie można służyć Jemu i mamonie… że trzeba wybrać… aż po Krzyż… bo od Narodzenia Pana niedaleko jest już w roku liturgicznym do Zmartwychwstania… w życiu człowieka niewiele jest czasu by wybrać…

A gdyby Bóg się nie narodził? – Jaka tragedia dotknęłaby świat…?
A jeśli Bóg po raz kolejny nie narodzi się w moim życiu? …