Posts Tagged ‘przykazania’

Nie zabijaj.

Temat rzeka. Człowiek stracił wartość. Życie można kupić, można sprzedać, jest „towarem”, na kupno którego nie trzeba być już elitą. Handel ludźmi, organami, płodami… chyba nie ma już sfery, której człowiek by nie naruszył. Nie dziwią wiadomości o samobójstwach i morderstwach. Nie przerażają doniesienia o maltretowaniu i znęcaniu. Mówi się o prawach. Do życia za wszelką cenę. Nie mówi się o życiu. Tylko o prawie życia. Prawo z plasteliny, którą kształtuje się na potrzeby zainteresowanych. Chcę – robię – mam.

Aż któregoś dnia zaczyna niszczyć i siebie. Znęca się nad własnym ciałem, okalecza je, nie daje pożywienia, albo daje w nadmiarze. Wlewa w siebie hektolitry etanolu, albo wstrzykuje coś dla poprawy życia, bo nie potrafi już żyć bez pobudzania, bez nadmiernych emocji, chce tylko więcej i mocniej. Młody, zdrowy a popełniając zamach na swoje życie po stracie dziewczyny, rozbijając się na motorze, nie może już nawet zostać dawcą narządów.

Zamknij oczy i spróbuj wyobrazić sobie jak patrzysz w oczy ładnej dziewczyny. Przyszła do sklepu kosmetycznego z zamiarem zakupu kremu odmładzającego. Patrzysz na nią z perspektywy wysokości półki, nieco dziwnie, ale nie masz wyjścia. Twoi rodzice zadecydowali, że nie jesteś im potrzebny, więc usunęli Cię z wnętrza mamy, długo po tym, gdy zaczęło bić twoje serduszko… żeby nie na marne, więc wykorzystano płód do ulepszania kosmetyków… Albo inaczej – rodzice bardzo chcieli mieć dziecko, ale tylko jedno, więc wybrali najlepsze z nadających się, poczętych metodą In-vitro dzieci, najładniejsze, najzdrowsze, takie z obrazka, a resztę rodzeństwa zamrozili… bo może kiedyś się przydacie, w razie gdyby wasze organy były potrzebne… więc tkwisz w zamrażarce, gdy w tym czasie Twoja siostra uczy się jeździć na swoim pierwszym, czerwonym rowerku…

Nie dramatyzujmy aż tak… Urodziłeś się, wychowałeś i swoje dzieci, doczekałeś się wnuków, ale zdarzył się ten ów nieszczęśliwy wypadek. Nie jesteś już samodzielny, wciąż potrzebujesz pomocy, patrzysz jak rodzina pomaga Ci z odrazą, boli ale nie dziwisz się im, przecież to jest takie nieestetyczne. Starość jest nieestetyczna i choroba i niedołęstwo też. Nie dziwisz się, że przenoszą Cię do domu opieki, nie zdziwisz się, że za kilka tygodni zaproponują Ci ulgę w cierpieniu, zaproponują Ci bardzo estetyczną śmierć…

Krzyczysz zdecydowane „tak”, gdy pytają Cię o prawa innych. Czy będziesz miał tyle sił, by ochronić własne życie, gdy inni zadecydują za Ciebie, że Twój czas się skończył?